o grze smokopedia forum gry darmowa gra
forum gry mmorpg

Temat: Konkurs - wątek przeznaczony do ogłaszania i przeprowadzania konkursów przez graczy...

Autor / Czas Treść
22 mar 2015, 14:28
Khelgar
mężczyzna Khelgar
Skąd: Sheffield, lat 31

Postów: 108
Pomógł: 385
Reputacja: 767
konkurs nieroztrzygnięty, smoczek chyba dostanie nazwę- Ra's al Ghul
07 lut 2017, 21:43
Arrakis
mężczyzna Arrakis

Postów: 100
Pomógł: 6
Reputacja: 18
Uwaga uwaga!

Konkurs!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

do wygrania skóra smocza!!

Zwyciezce wyłonię osobiscie.

Do napisania 20 zdan o turbo producencie kartoflanowo jezowym KOWALU!

ma byc grzecznie miło i smiesznie. Własną tworczosc prosze wysyłac na priva. Zwyciezki hit zostanie wklejony na forum.
w przypadku minimum 5 opowiadn zwyciezca dostanie jeszcze gratis!!

termin składania do 09.02.2017. godzina 19

PS
Diosiki tez mogą brac udział ale dla nich nagroda jest 10 MM!! wydajcie je mądrze Bogowie!
08 lut 2017, 18:25
Arrakis
mężczyzna Arrakis

Postów: 100
Pomógł: 6
Reputacja: 18
Tajemniczy sponsor dołączył do konkursu:

"Od siebie mogę dorzucić 50MM dla pierwszych 3 miejsc :-)"

Prosze spinac wszystko co mozna i nadsyłac prace!! czekam

naprawde warto

dodatkowo do skory dorzucam kopyta centaurusa. Zima sie co prawda konczy ale na mrozny kwiecien butki bedą jak znalazł!!

08 lut 2017, 21:29
Jodhaa Akbar
kobieta Jodhaa Akbar
Skąd: lubelskie - miasto sitarzy :), lat 31

Postów: 376
Pomógł: 7
Reputacja: 33
Dorzucę od siebie 30k dla gracza biorącego udział z najmniejszym poziomem! :)
08 lut 2017, 22:13
Jodhaa Akbar
kobieta Jodhaa Akbar
Skąd: lubelskie - miasto sitarzy :), lat 31

Postów: 376
Pomógł: 7
Reputacja: 33
Do tego dorzucam dla 2 graczy z najmniejszymi poziomami 1 szybki i 1 lekki rydwan (odpowiednio do poziomu)
10 lut 2017, 19:28
Arrakis
mężczyzna Arrakis

Postów: 100
Pomógł: 6
Reputacja: 18
Dziekuje chętnym za udział w konkursie:)))

To był pierwszy konkurs!! Wygranym dla mnei jest kazdy kto wziął udział. Usmiałem sie było super.

Z nastepnymi konkursami nie bede juz tak litosciwy i nie wszyscy wygrają:PP


Oto zwyciezkie prace:

I

Dnia pewnego idę drogą,
Patrzę, chłop zasuwa gołą nogą.
Tak doglądam, nie dowierzam,
Przecież to jest Kowal, mój kolega.
Podlatuję i mu rzecze: Mój Kowalu co się dzieje?
Późna pora już na dworzu a Ty nago mkniesz po polu.
Na dodatek lecisz w kłusa,
Ledwo tlenu łapiesz w płuca.
Usiądź grzecznie, nie pajacuj,
Samogonu strzel se brachu.
A on patrzy tak zdziwiony,
Przecie już dwudziesta, muszę zbierać plony.
Takie życie Immortalku,
Całe dnie mieszam pyrki w garnku.
Z łba pot leci, ręce bolą,
Ta robota jest już zmorą.
Lecz monsterdzieje stale gnają,
Kartoflanki wciąż żądają.
Inni kupce to nieroby,
Nie chcą w polu robić żółtodzioby.
A bazary stale puste,
Immek!!! Bierz motykę, tnij kapustę.
Nie tak patrzysz i pierdzielisz,
Pomóż w polu do niedzieli.
A gdy wszystko to sellniemy,
samogonu nawieziemy i się ostro naj..my :D


Na zdrowie Kowalu Wielki :) Zastał pole dzikim chwastem zarośnięte a zostawił pięknym plonem obrośnięte :) WIELKI NALÓG :D




II
Jestem zacnym Agoriusem, i nie jeden to potwierdza ze skończyła się w grze nędza,
I produkcja z bicza trzaska, pływam z miasta do miasta,
Turbo statek w dwie minut jestem na wyspie Ala Ad Dina, a w przód cztery minuty,
Kowal stara się z całych sił żeby każdy monstra bił,
Kowal wszystko produkuje, graczom mixów nie żałuje,
Czy smoczą karmę czy jakąś zupę każdy coś ode mnie kupi,
U mnie wszystko już znajdziecie mięsne jeże, kwas chlebowy do ścinania monstrów głowy,
Gulasz duży, kartoflana do zabicia karaczanka,
Czy to Immo czy Arrakis żeby miał gulaszu zapas,
Jak Jadziunia się dołączy to i Hydra źle dzień skończy,
Reszta zresztą nie jest gorsza, bo wyławia dużo dorsza,
Jodhaa Akbar to złośnica Kowala kiesę wytrząśnie ze złotówek i dalej hen kica,
Ale Kowal nie jest obrażalski tylko śmiechem z tego parsknie,
Hop sasa hop sasa dużo ludzi mnie tu zna,
Z Arrakisem bić Wywerne, to zabawa jest wyborna,
Chociaż czasem produkcję mixów blokuje to złotówek nie żałuje,
Kowal nudy nie zaznaje, w grze dużo ludzi poznaje,
Czy to plucha albo słota, tu jest zawsze z kimś przygoda,
Kowal tutaj nie próżnuje nowe Qesty rozwiązuje,
Czas już kończyć wypociny , wracam do REALA do RODZINY!!!!!!!



III
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------



Uwaga opowiadanie jest całkowicie zmyślone! Nie ma o no pewnie nic związanego z Kowalem oprócz tego, że jest kucharzem.



--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------





Przeciętny dzień z życia Kowala Wielkiego

Dzień zaczął się jak zawsze. Zawsze !? Chyba nigdy ! I jaki znowu przeciętny chyba okropny !

-Wstawaj obiad, już szósta!
-Co !?

Ledwie Kowal wyszedł z domu, a tu :
-Ej Kowal zrobisz mi kartoflankę?
-Siema Kowal dawaj schabowe!

I tak dalej i tak dalej.

Klientów było, aż pieciu więc Kowal musiał się pośpieszyć. W końcu to turbo kartoflanko jeżowy kowal ! :D

Zaszedł do młynarza pyta się o mąkę.

-10zł sztuka.
-Eh no dobra
-No to idę kosić zboże.
-Co!?
-Idzie pan kupi na bazar mi to obojętne jaka mąka.
-Na bazarze nie ma
-No nie!
-Tylko masz szybko kosić!
-Oki doki załatwione

Przychodzi po pięciu godzinach.

-Co pan tak długo tam siedział!
-Panie ja jeszcze smarowidła i 10 innych rzeczy robiłem np. w kiblu siedziałem
-Miało być SZYBKO!!!
-Spokojnie panie!
-Ja miałem też dużo zamówień tylko, że dziewięć, a nie pięć!

I dostał tą mąkę. Potem poszedł robić mięso. Musiał skoczyć do zielarza.
Skoczył do zielarza i mówi:
-Mógłbyś mi zrobić 100 mieszanek ziołowych małych i większych i mieszanki leśnego runa ?
-No to skoczy pan po surowce to panu zrobię

Skoczył na szczęście było tanio. Zielarz zrobił i dowidzenia składniki z głowy! Hura! :D
Zrobił jedzenia dał je czterem klientom i zostało mu tylko jedno zrobić zupy glonowe x50 sztuk dla 5 klienta.
Do tego było mu potrzebne 5 glonów. Zajrzał na bazar nie ma. :[ Zapytał się monsterdzieja i mówi:
-Dam ci za 50k zgoda?
-Ehh no ok. a może da pan za 45k?
-No dobra dobra

Dał mu kasę, monsterdziej glony
i kucharz zadowolony :D
Dał klientowi zupy
a klient użył lupy.
Dał mu kasę.
-W końcu dzień mam z głowy!
-Ej zrobi mi pan paszy smoczej ?
-Dzień dobry zrobi mi pan zielonego smoka ?

I tak 10 razy. I Kowal w końcu mówi:
-Jest nie muszę wam nic robić ! Jest !
-Nie mam enki. :D

I klienci zrozpaczeni.
A kowal mógł odpocząć.

Koniec











IV

Był w Maeterii ród Kowali, mężnych i zacnych wojowników, znanych z odwagi i zamiłowania do bimbru z kiszonej kapusty.
Był ci on ród znany w całym województwie, a przynajmniej w powiecie, chociaż złośliwi twierdzą, że tylko w gminie.
Ród Kowali składał się przeważnie z ojca Zbrojodzieja, któren to był poważany w całej okolicy dla bimbru, jaki z kiszonej kapusty pędził przedni…;
Dalej z syna Zbrojoczyna - ten wsławiał się w brzuchaceniu dziewek okolicznych, jako że zapusty z rozpustami zwykł był mylić;
Z zacnej matki Zbrojnichy;
Oraz z najmłodszego syna Zbrojniszona Kowalnego, ale nikt na niego tak nie wołał, raczej już Kowal go zwali, bo było krócej, prościej i była promocja.
Złośliwi twierdzą, że wołano go tak, bo matka niosąc onegdaj chrust do lasu, przewróciła się i rymcnęła prosto w objęcia kowala wiejskiego,
któren leżał tam pod lasem w listopadowy wieczór, oczekując przylotu bocianów. Wiadomo - plotakrzy wszędzie pełno.
Razu pewnego gdy siedzieli przy wieczerzy, ojciec podrapawszy się po ja... jakichś tam częściach ciała tak rzekł:
- Któren z was moi mili synkowie nie ma jeszcze oblubienicy? bo od postnego jedzenia skleroza mnie coś bierze i sobie przypomnieć nie mogę.
- Chyba od bimbru, co go żłopiesz po nocach kuflem, pamięć ci odejmuje - rzekła zatroskanym głosem żona.
- Ja mam trzy, rzekł Zbrojoczyn zastanawiając się, czy dobrze zrobił, że się wygadał.
- Poproszę o inny zestaw pytań - jęknął Kowal, któremu dziewki nie w smak były, bo
wolał z motyczką i grabkami ganiać, lubo szczaw za stodołą hodować.
Nakradłszy jajek po obcych kurnikach i jedną nioskę na wkładkę mięsną, nawarzył ogromny sagan szczawiówki, wytaszczył na środek wioski i sprzedając po pół grosza za miskę robił tzw. interes życia.
- Oj widzę, że źle się dzieje, Zbrojoczyn ma trzy, Kowal żadnej, hmmmmm to wychodzi po półtorej na głowę - żeby było sprawiedliwie jedną trzeba będzie przerżnąć, na pół - dodał.
- Hola hola - zakrzyknął Zbrojoczyn - kto ojcu pozwolił moje dziewki rozparcelowywać? ja sobie z nimi sam poradzę, a jak nie to na Allegro wystawię, nie będę za darmochę z trudem zdobytych dziewek oddawał.
- Patrzaj matka jakie to skąpe, taż Kowalowi pięćdziesiątka stuknęła, jakże mu tak całe życie szczaw uprawiać?
- czterdziestka - pisnął rozpaczliwie Kowal.
- Czterdziestka w dowodzie osobistym - zgodził się ojciec, ale jak się wójt dowie, pójdziesz siedzieć za fałszerstwo dokumentów państwowych.
- Mam ja ci tu zdjęcie córy mego kompana - Młynarza, zobacz Kowal, może ci się nada - rzekł ojciec, po czym zmarszczył brwi usiłując sobie przypomnieć, czy Młynarz miał córkę, czy też syna, bo ze zdjęcia nie szło rozeznać.
- Zresztą pójdziem do Młynarza, wszystkiego wywiemy się na miejscu.
- Wymyj się jeno porządnie, rzuciła Zbrojnicha do Kowala.
- Pod pachami też?
Matka nic nie odpowiedziała, tylko wywróciła oczami.
Kowal postanowił, że na razie spełni wszystkie żądania rodzicieli, ale od ożenku i tak się jakoś wymiga.
Zajechali całą familią dwukółeczką, zaprzężoną w chudego osiołka, któren - z wyglądu sądząc - pamiętał wojny Punickie.
Weszli do chaty Młynarzów, a Zbrojodziej, mało w dyplomacji obstukany, zaczął:
- Bo myśmy, eee..., bo tak myślelim, nooo..., córkę wy macie - Młynareczkę, a my syna - Kowala, może by tak ich ...
Nie zdążył dokończyć kwestii, gdy nagle coś wyskoczyło z izby obok i z przeraźliwym piskiem "mój ci on", zarzuciło chustę na głowę ... Zbrojnichy, Kowalowej matki.
Była to córka Młynarza - Młynareczka z drewnianą nogą. Niekwestionowana miss pagórka z młynem, po części dlatego, że innych dziewek w okolicy nie było.
Z rozpędu grzmotnęła drewnianą nogą Kowala po goleniach, aż biedak rymcnął na kolana.
- Hola hola Młynareczko - zakrzyknęła Zbrojnicha, ściągając spleśniałą chustę z głowy - Twój luby tam oto, klęczy? ... tak! klęczy, o rękę prosi.
- Jezus Maria - pisnęła znowu Młynareczka, porażona zaściankową urodą Kowala.
- Kiedy ślub? Kiedy ślub - krzyczały na przemian Zbrojnicha i Młynarzowa żona.
Kowal oniemiał, bo przyszedł tu ze zgoła innymi zamiarami.
- Posag, posag, co w posagu? - Pytał rozgorączkowany Zbrojodziej
- Matka, co to jest posag? szepnął Młynarz do Młynarzowej?
- To taki zadatek, żeby naszą córkę zabrali sobie precz. Trzeba im coś dać.
- I oni ją wezmą na zawsze? - dopytywał Młynarz - niemożliwe, żeby byli aż tacy głupi.
- Cicho, bo usłyszą, a Ty za bardzo nie skąp, bo nie wezmą.
Młynarz wyprostował się, zastanowił pierwszą chwilę, drugą i w pół do trzeciej, po
czym rzekł:
- No więc, ... do córki ..., tfu, dla córki dorzucam kwit na 136 groszy praskich, mało oszukanych, do zrealizowania w kasie zapomogowej u sołtysa.
- Ło Jezu, tyli bogactwo, ucieszył się Zbrojodziej.
Młynarz widząc, że negocjacje idą z górki rzekł:
- Dorzucam do kwitu dwa skrzydła ode młyna, parę wołów ... i chyba bedzie tego dosyć.
- Mówicie o tym młynie, co się w zeszłym roku zawalił ze starości?
- Ten sam, ale skrzydła są dobre, mój pradziadek, kiedy był młody, sam je wymieniał na nowe.
- A te woły, to chyba wołki zbożowe? takie paskudztwa co się w mące lęgną.
- Nie gadajcie gupot po próżnicy. Woły są pierwszorzędne z klasy trzeciorzędnej.
- Aha, odpowiedział Zbrojodziej, udając że zrozumiał, po czym dorzucił - to ja się zgadzam, aaa ... ale teraz muszę wyjść ... za potrzebą - po czym cichcem capnął kwit i pobiegł czym prędzej do kasy,
modląc się w duchu, żeby mu okienka przed nosem nie zatrzaśli, bo pora była już dość późna, a sołtys właśnie wdrażał nowy program za państwową kasę "Pracujemy krócej, za to śpimy dłużej".
- Zawsze marzyłam o oszczędnym mężu robiącym w zbrojeniówce - rzekła rozmarzona Młynareczka - bo Kowal, tak jak reszta rodziny w tym robi? - zapytała
- Jasne, że robi, przyznali obłudnie Zbrojoczyn i Zbrojnicha, przyduszając jednocześnie wyrywającego się Kowala, który chciał powiedzieć coś innego.
- To my się dowidzeniamy - dodała matka - bo Kowal w desperacji zaczął wierzgać coraz bardziej, po czym, nie czekając na ojca, wsiedli na dwukółkę i popędzili do domu.
Nocą, gdy wszyscy spali, Kowal wymknął się po cichu z domu. Trapiła go myśl - jak wykręcić się z ożenku. Nic, tylko będę dalej warzył szczawiówkę, może i kartoflankę, i sprzedawał to za bezcen.
To może w końcu obrzydnę tej Młynareczce, po czym zdzielając żłopiącego z rzeki smoka gałęzią w łeb, kazał się mu wieźć w nieznane do tej pory zakątki Maeterii, by realizować swój plan.
Czy mu się to uda, ocenicie sami.


Smoczy Jeźdźcy 2008-2018 All Rights Reserved